Z posłem Platformy Obywatelskiej, mieszkańcem powiatu międzychodzkiego – Zbigniewem Ajchlerem rozmawia Krzysztof Sobkowski.

Gorący czerwiec Panie pośle, prawda? Wygląda na to, że całe lato i cała jesień zapowiada się gorąco…

– Rzeczywiście temperatury mamy iście afrykańskie.

A w polityce? Za kilka miesięcy wybory parlamentarne, a opozycja jakby jeszcze nie wstała z zimowego snu. Mówicie tylko o koalicyjnych rozmowach, które odbywają się gdzieś w zaciszu klimatyzowanych gabinetów. Zupełnie jakbyście nie wiedzieli, w jakiej temperaturze żyje społeczeństwo…

– Nie zgodzę się. Pracujemy nad tym, by dobrze przygotować się do zbliżających się wyborów parlamentarnych.

To wróćmy na chwilę do wyborów europejskich. Tu także się przygotowywaliście, a jednak Koalicja Europejska poniosła porażkę. W mojej ocenie Prawo i Sprawiedliwość po prostu lepiej poprowadziło kampanię. Jak Pan to ocenia z poziomu naszego okręgu i wyników ogólnokrajowych?

– Byłem odpowiedzialny za kampanię Ewy Kopacz w naszym okręgu. Ewa Kopacz cały ten czas ciężko przepracowała i dało to efekty. KE w całej Wielkopolsce wygrała, choć przyznam, że w skali kraju spodziewałem się lepszego wyniku. Cieszę się, że Ewa Kopacz mi zaufała. Jako lekarz zdawała sobie sprawę z mojej choroby, a jako polityk, znając mnie z Sejmu, oceniła moje kompetencje. Przed wyborami powiedziałem: „Ewa, pokażemy, że PO może wygrać”. I udało się – mimo porażki w całym kraju i często niesatysfakcjonujących wyników liderów list, w Wielkopolsce wygraliśmy jako PO, a Ewa Kopacz uzyskała rekordowe poparcie. Zbiegły się nasze filozofie – moja i Ewy Kopacz. Nie boimy się rozmawiać z ludźmi, rozumiemy także naszych przeciwników, mówimy prawdę, nawet najtrudniejszą.

Wspierał Pan byłą premier Ewę Kopacz z PO, a nie chciał pan pomóc byłemu premierowi Leszkowi Millerowi z SLD? Był pan przecież kiedyś radnym z tej partii…

– Byłem radnym z listy SLD i jestem dumny, że w sześciu kolejnych kadencjach wybierali mnie ludzie, a nie aparat partyjny. Zawsze startowałem z dalszych miejsc na partyjnych listach i uzyskiwałem najlepsze wyniki. Do Sejmu wybrali mnie ci sami wyborcy, ale już z list PO. A to dzisiaj wokół niej skupia się cała opozycja. Leszek Miller to zasłużony człowiek i z całą pewnością będzie nas dobrze reprezentował w Brukseli. A ja cieszę się, że wraz z Ewą Kopacz mogłem współtworzyć kampanię, w której udowodniliśmy, że z PiS-em można wygrywać.

Wielu publicystów i polityków jeszcze przed majowymi wyborami mówiło, że ta partia, która wygra wybory, będzie miała otwartą drogę do zwycięstwa na jesieni. Jest więc sens cokolwiek robić?

– Myślę, że ogromną rolę w zwycięstwie PiS odegrał kościół i media publiczne. Część ludzi nie ma dostępu do obiektywnych informacji na temat naszego kraju. Myślę, że kościół popełnia tutaj błąd, ale trzeba się z tym zmierzyć. Są inne formy docierania do ludzi i my chcemy to wykorzystywać.

Czyli jak?

– Jest internet, są media społecznościowe, można rozdawać ulotki, w końcu są bezpośrednie spotkania. Wie pan… dotychczas obowiązywała zasada mówienia prawy z mównicy sejmowej. Dziś posłowie opozycji mają problem z selekcją tego, co jest prawdą, a co jest kłamstwem. A co dopiero przeciętny Kowalski? On widzi i słyszy tylko prawdę objawioną przez PiS. I często w to niestety wierzy.

No dobrze, to kiedy pokażecie propozycje dla Polski i kiedy wystartujecie z kampanią?

– Ruszymy już latem, od lipca. Nie ma na co czekać. Koalicja powstanie na pewno. Finalizują się rozmowy, trwają ustalenia. Kończymy pracę nad programem, trwają konsultacje. Nie jestem ekspertem we wszystkich dziedzinach, ale mogę odnieść się do rolnictwa. Co z małymi gospodarstwami rolnymi? Dziś średnio w Polsce jedno gospodarstwo ma 10,5 ha i nie jest w stanie konkurować z innymi gospodarstwami z krajów UE. Może stanowić konkurencję, jeśli ta średnia wyniesie ok. 50 ha. Można do tego dojść tylko spółdzielczością, która ma niestety u nas złą konotację związaną z PRL. Ale trzeba zrozumieć, że współdziałanie rolników to przyszłość.

Panie pośle – skoro finalizujecie rozmowy koalicyjne, to uprawnione jest pytanie o pański start w jesiennych wyborach. Tym bardziej w kontekście choroby Parkinsona, na którą Pan choruje, i do czego się Pan ostatnio publicznie przyznał…

– Kiedy zaczęto wyśmiewać moje zachowania i wmawiano, że bywam w Sejmie pod wpływem alkoholu zapowiedziałem, że odejdę z polityki. Przeprosiłem już wszystkich za dyskomfort pracy, który czasem powodowałem moimi zachowaniami. Bałem się fali hejtu, ale ku mojemu największemu zdziwieniu, bardzo się pomyliłem. Po moim przyznaniu się do choroby spotkałem się z ogromną falą wsparcia. Uznałem więc, że nie mogę być egoistą i muszę to poparcie ludzi przekuć w coś dobrego. Chcę pomagać ludziom takim, jak ja. Chcę zrobić wszystko co możliwe z poziomu pracy parlamentarnej, by pomóc ludziom dotkniętym chorobą Parkinsona w Międzychodzie, Chrzypsku Wielkim, Kwilczu, czy Sierakowie. Stąd po rozmowach z rodziną uznałem, że będę ponownie ubiegał się o poselski mandat, by spełnić tę misję. Założyłem już nawet parlamentarny zespół do spraw choroby Parkinsona. Spotykam się z autorytetami w tych dziedzinach i chcę stworzyć najlepsze możliwe rozwiązania. Choroba nie wybiera i nie ma politycznych barw, więc kilka dni temu rozmawiałem z marszałkiem Terleckim z PiS na ten temat. 3 lipca będę uczestniczył w posiedzeniu klubu PiS i w szeregach oponentów szukał sprzymierzeńców tego tematu. Dziś ocenia się, że tą chorobą może być objętych od 80 do 100 tysięcy ludzi. Ja po pierwszych tygodniach pracy nad tym tematem widzę, że jest ogromna szara strefa pacjentów niezdiagnozowanych. Myślę więc, że ta choroba może dotykać nawet 300 tysięcy ludzi. Kto wie, czy nie jest to już choroba cywilizacyjna…

W kontekście tej politycznej deklaracji nie sposób nie zapytać o Pańskiego brata Romualda Ajchlera. Poprzednio wystartowaliście do wyborów z różnych list. Pan z PO, brat z SLD. Brat osiągnął bardzo dobry wynik dający mandat poselski, ale SLD w skali kraju nie osiągnęło wymaganego progu wyborczego. Czy tym razem znów dojdzie do starcia Ajchlerów? A może – w przypadku koalicji – wystartujecie z jednej listy?

– Gdyby cztery lata temu liderzy SLD, w tym mój brat, mądrzej zarejestrowaliby się w wyborach, nie tylko nie straciliby oddanych na siebie głosów, a mój brat rzeczywiście byłby w Sejmie, ale przede wszystkim PiS nie miałby większości. Cieszę się, że mój brat i inni liderzy Lewicy dziś zgadzają się ze mną i wyciągnęli lekcje z własnych błędów, chcąc budować mocny blok opozycyjny, który mam nadzieję, wygra wybory.

A co zrobi Pan ze swoimi firmami? Prowadzenie biznesu i praca publiczna nie są łatwe do pogodzenia…

Cała moja rodzina, moje dzieci, są przygotowane do przejęcia obowiązków biznesowych. To pozwoli mi w pełni oddać się pracy publicznej. Rodzina mi w tym z pewnością pomoże.

Dziękuję za rozmowę.